...

Dlaczego ufamy technologii bardziej niż sobie?

Nie mam smartwatcha. Nie mam aplikacji zliczającej kroki. Nie mam pierścienia analizującego poziom regeneracji mojego organizmu. Nie mam żadnych innych gadżetów, informujących mnie o stanie mojego ciała. Raz w roku robię badania.


Celowo tak wybrałam. I uważam, że to był bardzo dobry wybór. Bo nadal czuję swoje ciało. Technologia mi tego nie zabrała.

W drodze do dobrostanu

Nie zrozum mnie źle, nie sądzę, żeby gadżety i aplikacje mierzące różne parametry i funkcje naszego ciała były z gruntu złe. W przypadku osób starszych lub chorych są niezwykle pomocne. I zapewne przydają się bardzo sportowcom.


Ale uważam, że zdecydowana większość z nas w ogóle ich nie potrzebuje. Bo choć przedstawiane jako ułatwienia w dotarciu do dobrostanu zdrowotnego (a czasem i życiowego), odcinają nas od czucia siebie i słuchania sygnałów, które wysyłają nasze ciała.

kobieta w pozycji lotosu medytuje
Źródło: Canva

Bo liczy się wynik

Aplikacje mierzące liczbę kroków sprawiły, że osoby, które ich używają przestały właściwie chodzić na spacer dla czystej przyjemności spacerowania. Liczy się wynik, minimum 10 tys. I to niezależnie od samopoczucia.


Podobnie jest z aplikacjami mierzącymi tętno czy spalane kalorie. Tak naprawdę często sprawiają, że zamiast wsłuchać się we własny organizm, ich właściciele wpatrują się ekran z wynikami. I nie czują, nie słyszą, gdy ciało mówi dość.


Aplikacje związane z jedzeniem, jadłospisami, kaloriami i wartościami odżywczymi to osobna bajka. Bo z jednej strony dostarczają potrzebne, na przykład podczas chudnięcia, informacje. Ale… zamieniają przyjemność jedzenia w mechaniczną czynność dostarczania ciału kalorii i składników. Każdy raportowany plasterek pomidora oddala od delektowania się nim.

stół z pysznym jedzeniem radość ucztowania
Źródło: Canva

Odcięcie od ciała

Trudno znaleźć balans między liczeniem, osiąganiem celów a czystą radością i rozkoszowaniem się. Sfokusowani na celu, liczbach, osiągach przestajemy słuchać tego, co mówią nasze ciała. Traktujemy je przedmiotowo. Nie słyszymy najprostszych sygnałów: głodu, pragnienia, zmęczenia. Nie wiemy, kiedy jest im dobrze, a kiedy cierpią.


Słuchałam kiedyś podcastu, podczas którego dwie kobiety zachwycały się kawałkiem biżuterii, dzięki któremu wiedzą, czy budzą się wyspane czy nie. Ten ich zachwyt dał mi do myślenia. Bo co się stało gdzieś po drodze, że przestałyśmy nawet próbować słuchać siebie? Jakim cudem daliśmy sobie wmówić, że aplikacja czy urządzenie podpięte do naszego ciała wie lepiej?

wschód słońca spokojny poranek
Źródło: Canva

Proste bycie przy sobie

Lubię proste rozwiązania. Ale mam nieodparte poczucie, że technologia, która miała uprościć nasze codzienne wybory, wyrządziła ogromną szkodę. Odcięła nas od naszych ciał. Od czucia. Od wsłuchiwania się w potrzeby.


I dlatego takiego upraszczania nie kupuję. Dopóki nie zmusi mnie do tego na przykład sytuacja zdrowotna, dalej będę omijać wszelkie pomiary szerokim łukiem. Prostsze i przyjemniejsze jest słuchanie swojego ciała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.